Historia pewnego pamfletu politycznego
obrazek
Johann Dombrowski

(1888 - 1943)

Wiele wątków z życiorysu bohatera tejże opowieści jest do dziś niedokładnie znanych jego najbliższym. Wspomnienia rodzinne, które były przekazywane ustnie, nie zawsze pokrywały się z historyczną prawdą. Jednakże rodziny Szumińskich, Dąbrowskich, Dombrowskich, zamieszkałe dziś w Niemczech i w Polsce, nie ustawały w poszukiwaniach. Po sześćdziesięciu dziewięciu latach w archiwum Gedenkstätte Deutscher Widerstand został znaleziony udokumentowany ślad tragicznej śmierci ich wuja, Johanna Dombrowskiego, urodzonego w 1888 roku w Starogardzie Gdańskim. Po ukończeniu edukacji, prawdopodobnie w rodzinnym mieście, został on zatrudniony w kancelarii adwokackiej jako maszynista biurowy. W latach pierwszej wojny światowej służył w armii pruskiej. Po zakończeniu działań wojennych z przyczyn ekonomicznych osiadł w Berlinie, gdzie szybko zintegrował się ze specyficznym środowiskiem miejskim, tym bardziej, że swobodnie posługiwał się językiem niemieckim. Dzięki pomocy znajomych otrzymał posadę księgowego w magistracie miejskim. W 1924 roku zatrudnił się jako krojczy w zakładzie krawieckim, by po dwóch latach ponownie podjąć pracę w urzędzie miejskim. Johann Dombrowski ożenił się z Niemką i wspólnie wychowując jej córkę z pierwszego małżeństwa, mieszkali w berlińskiej dzielnicy Neukölln przy Mareschstrasse14a. W latach narodowego socjalizmu zatrudniony był jako pracownik biurowy w Urzędzie Opieki Społecznej i Młodzieży (Wolfahrtsamt) w dzielnicy Horst Wessel, obecnie Friedrichshain.

To właśnie w tym budynku wczesną jesienią 1943 roku doszło do wręcz absurdalnie tragicznego w skutkach wydarzenia, gdzie śmiech zamienił się w rozpacz, a następnie w głuchą ciszę. Ernst Opahnke, sekretarz administracyjny tejże instytucji, w letni, upalny dzień w restauracji w okolicach Alexanderplatz usłyszał od nieznajomego polityczny wierszyk. Przez następne miesiące owa satyra niczym mantra chodziła mu po głowie, aż w końcu zdecydował się odtworzyć ją na papierze, wzbogacając „dziełko” o kolejne linijki własnego autorstwa. Dumny ze swojego dokonania, postanowił zaprezentować i rozpowszechnić go wśród znajomych. W tym celu udał się do biura Friedy Berndt z prośbą o przepisanie tekstu w kilku egzemplarzach. Zapracowana maszynistka odłożyła teczkę na bok usprawiedliwiając się nawałem pracy. Przystąpiwszy nazajutrz do codziennych zajęć, w pierwszej kolejnoś ci zapoznała się zawartością owej teczki i oniemiała z przerażenia. Jej oczom ukazał się oparty na motywach modlitwy przed jedzeniem wierszyk polityczny, o następującej treści:

O całym zajściu maszynistka poinformowała sekretarza miejskiego Müllera, który bezzwłocznie nakazał zwrócić teczkę autorowi wiersza. W drodze do gabinetu Ernsta Opahnke, Frieda Berndt odwiedziła jeszcze inne pomieszczenia służbowe, w których miała do oddania ukończone prace biurowe. Zawitała także do pokoju Johanna Dombrowskiego, gdzie zastała Fritza Großpietscha. W obecności owych panów oświadczyła, że jest w posiadaniu teczki "pełnej bzdur". Informacja ta wzbudziła ich ogromną ciekawość. Gwałtownie zaczęli nalegać, żeby Frieda uchyliła rąbka tajemnicy. Po krótkim przekomarzaniu się panowie pochylili się nad lekturą satyry. Zapoznawszy się z jej treścią, Fritz Großpietsch natychmiast zadeklarował się wykonać kilka kopii i zabrawszy teczkę, udał się do swego biura. Następnego dnia zwrócił aktówkę wraz z kopiami, przy czym jeden egzemplarz zachował dla siebie.

Z godziny na godzinę o pamflecie zaczęło być coraz głośniej w murach urzędu, w związku z czym Frieda Berndt ponownie przybyła do pokoju Johanna Dombrowskiego wraz Dorotheą Fonden. W toku rozpolitykowanej dyskusji Johann powątpiewał w komunikaty wojenne propagandy nazistowskiej, natomiast Dorothea odwzajemniła się gronu kolegów erotyczną anegdotą, wprawiając wszystkich w wesoły nastrój. Ulegając zaś prośbie zebranych, Johann z wielką przyjemnością kilkakrotnie wyrecytował satyrę polityczną, która w tajemnicy krążyła już w gmachu urzędu. To spotkało się ze stanowczym protestem Friedy, która zwróciła uwagę koledze, że powinnością każdego Niemca jest odmówienie modlitwy wojennej za poległych żołnierzy Wehrmachtu, a nie urządzania teatralnych kpin. Po tych słowach Dombrowski uklęknął na kolana i w sposób modlitewny wygłosił pamflet z całą powagą. W międzyczasie Dorothea sporządziła na gorąco stenogram wierszyka, z którego następnie zrobiła kilka odpisów. Jedną z kopii położyła na biurku nieobecnej w pracy koleżance, z którą dzieliła pokój. Prawdopodobnie ów duplikat pamfletu podczas popołudniowego sprzątania biurowca trafił w ręce sprzątaczki, która poinformowała o znalezisku Gestapo. Następne wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Rozpoczęły się aresztowania i przesłuchania pracowników Wolfahrtsamtu. W urzędzie zapanował nastrój paniki. Zaczęto niszczyć zachowane kopie i zacierać ślady. Jednakże po krótkotrwałym śledztwie zarzuty o rozpowszechnianie politycznego pamfletu i szerzenie braku wiary w zwycięstwo III Rzeszy oraz dezorganizację życia społecznego postawiono czterem osobom:

1. Fritzowi Opahnke, sekretarzowi administracji, urodzonemu 26 lipca 1879 r. w Presnitz (Rugia)

2. Johannowi Dombrowskiemu, pracownikowi biurowemu, urodzonemu 28 grudnia 1888 r. w Sprengawsken (okręg Gdańsk)

3. Fritzowi Großpietsch, urzędnikowi, urodzonemu 5 marca 1889 r. w Reichenbach (okręg Schweidnitz)

4. Dorothei Fonden z domu Köppe, maszynistce, urodzonej 8 października 1902 roku w Berlinie.


Z akt sądowych:
"(...) Cała czwórka oskarżonych zapewniała też w trakcie rozprawy głównej, że nie są wrogami narodowego socjalizmu. Powiedzieli oni, że nie mieli przy tym wszystkim niczego złego na myśli. Ale nie można im w to wierzyć. Nawet, jeżeli czwórka oskarżonych uważała tego rodzaju pospolity podburzający pamflet za dowcip polityczny, to pozostaje to bez znaczenia dla ich oceny, ponieważ pod względem politycznym mieliby wtedy taką zwyrodniałą naturę, że nie mogliby być wysłuchani przez niemiecki sąd, podobnie jak złodziej, który by utrzymywał, że przy kradzieży nie miał niczego złego na myśli, ponieważ uważa własność za kradzież. W takim przypadku także rozważania prawne nad subiektywnym stanem faktycznym nie mogłyby przeszkodzić trybunałowi ludowemu wydać wyroku, który wynika z naturalnego sposobu myślenia Niemca. Dokąd zmierzałaby Niemiecka Rzesza, gdyby słuchała przestępcy politycznego z jego zarzutem, że nie był całkowicie świadomy tego, iż jego oczywiste dla zdrowego rozumowania polityczne przestępstwo takim właśnie jest?! Ponadto: trybunał ludowy na podstawie osobowości wszystkich czterech oskarżonych odniósł wrażenie i jest przekonany, że bardzo dobrze wiedzieli, że ten pamflet nie jest dowcipem politycznym, ale wyrafinowanie wymyśloną polityczną broszurą podburzającą. (...) Każdy, kto brał udział w pisaniu albo rozpowszechnianiu takiej niebezpiecznej, destrukcyjnej, defetystycznej bazgraniny, pokazał przez to, że nie ma żadnego honoru. Opahnke sam wyraził to słowami, które wypowiedział dzisiaj na rozprawie głównej, że dopuścił się tym hańby, której nigdy sobie nie wybaczy. Johann Dombrowski wykazuje nikczemność swojego nastawienia także w inny sposób, ponieważ, jak wiarygodnie poświadczył VG Müller jako świadek, Dombrowski wielokrotnie powątpiewał w nasze wiadomości i raporty Wehrmachtu, a poza tym jest znany w swoim biurze jako nudny zrzęda. To, jaką nikczemną kobietą jest Pani Dorothea Fonden, wynika z tego, że sama przyznała, iż powiedziała kiedyś , że wstydzi się, że jest Niemką! Ale także ktoś , o kim poza tym nie ma żadnych negatywnych informacji politycznych, jak Großpietsch, ujawnił swoją nikczemność przez powielanie tego destrukcyjnego dzieła. Czterej oskarżeni należą do nielicznego politycznego motłochu, który nie jest związany z żadną grupą zawodową ani płcią, a który jest obecny w określonym zakresie zawsze, także w najlepiej zdyscyplinowanym wewnętrznie i zewnętrznie narodzie. Zadaniem trybunału ludowego jest zadbanie ze swojej strony o to, żeby ten polityczny motłoch nie mógł kontynuować swoich usług przygotowawczych dla wroga, które świadczy jako jego destrukcyjny propagandzista (§ 5 KSSVO, § 91 b StGB) na szkodę narodu niemieckiego. Dlatego dla naszego zwycięstwa, a mianowicie, żeby nasi żołnierze na obczyźnie byli pewni, że tym razem mogą zdać się na ojczyznę, jaką mają za plecami, za taki czyn jest tylko jedna kara: śmierć. Oskarżeni ponieważ zostali skazani, ponoszą koszta sądowe i wyroku."2

4 października 1943 roku zapadł wyrok skazujący ich na karę śmierci podpisany przez okrytego złą sławą Rolanda Freislera, przewodniczącego Trybunału Ludowego. Rozprawy zarządzane pod jego przewodnictwem charakteryzowały się aroganckim tonem i agresją wobec oskarżonych. Następnego dnia wykonano wyrok. Wśród dokumentów z tego okresu zachował się do dziś list pożegnalny Johanna Dombrowskiego do żony datowany na 5 października 1943 roku, w którym żegna się z najbliższymi i oddaje ich w opiekę Panu Bogu. Natomiast 14 października 1943 roku, agencja prasowa DND donosiła: "Verräter am Volk! Urzędnicy administracji państwowej Ernst Opahnke (64), Johann Dombrowski (54), Fritz Grosspietsch (56) oraz Dorothea Fonden (41) za rozpowszechnianie paszkwilu nawołującego do nienawiści oraz braku wiary w ostateczne zwycięstwo III Rzeszy, wyrokiem Sądu Ludowego ponieśli zasłużoną karę śmierci". Rodzinom nie wydano zwłok. Trafiły bezpośrednio do Instytutu Anatomii, gdzie przeprowadzano na nich eksperymenty medyczne, a następnie je skremowano i anonimowo pogrzebano na berlińskich cmentarzach. W ten sposób władze III Rzeszy chciały uniknąć pielgrzymek do grobów ofiar hitleryzmu. Miejsce straceń również trzymano w tajemnicy, choć mieszkańcy Berlina dość dobrze orientowali się, co dzieje się za murami ponurego budynku w Plötzensee! W tym miejscu, w latach terroru nazistowskiego 1933-1945, w wyniku ścięcia gilotyną, straconych zostało około trzech tysięcy osób, w tym 253 Polaków, m.in. ewangelicki biskup Juliusz Bursche (1862-1942), Bolesław Warszawski (1911-1943), Józef Warszawski (1910-1943), Józefat Sikorski (1905-1942), Monika Dymska (1918-1943), Bronisław Kokowski (1916-1943). Nadmienić należy, że znaczna liczba Polaków, będących obywatelami III Rzeszy znajduje się na niemieckiej liście straceń.

Pani Teresa Suminski w poszukiwaniu losów wojennych swojego wuja Johanna Dombrowskiego, za pośrednictwem autora tekstu, dotarła do historyka Andreasa Herbsta z Gedenkstätte Deutscher Widerstand, który z archiwum wydobył na światło dzienne dokumentację sądową o cichych i milczących bohaterach, zawsze kroczących własną drogą. Nie byli ludźmi wojny, kochali życie, pragnęli tylko normalności, której jednak się nie doczekali. Za nieposłuszeństwo obywatelskie oraz sprzeciwianie się rygorom systemu totalitarnego zapłacili największą cenę, jaką jest życie.

Marek Lischka


1Odpis z akt Bundesarchiv: 2J 555/43
2Odpis z akt Bundesarchiv: 2J 555/43

Powrót