O berlińczyku, który pozostawił serce w ojczyźnie
obrazek
Franciszek Łakomy

(1870 - 1950)

Franciszek Łakomy (1870 - 1950) technik ortopeda (daw. ortopedysta), modelarz, działacz społeczny, urodził się 3 października 1870 roku w Ławicy (Wielkopolska). Ochrzczony został w kościele parafialnym w Skórzewie. Po ukończeniu szkoły kształcił się dalej samodzielnie. Praktykował, a później pracował w zakładach rzemieślniczych na terenie Poznania. W czasie I wojny światowej służył w armii pruskiej. Po ustaniu działań wojennych i tragicznej śmierci pierwszej żony opuścił rodzinne strony. Osiadł w Berlinie. Nad Sprewą pracował jako technik ortopeda w Sanitätshaus w dzielnicy Wilmersdorf przy Barbarossa Strasse, a także w jednym z berlińskich szpitali. 8 czerwca 1921 roku ożenił się z Wielkopolanką Jadwigą zd. Grochowski. Owocem tego związku była córka Irena. Wspólnie wychowywali również syna Aleksandra, który był dzieckiem Jadwigi, z jej pierwszego małżeństwa. Państwo Łakomy zamieszkali w dzielnicy Tiergarten przy ulicy Siegmunds Hof 22. W latach międzywojennych Franciszek rzucił się w wir pracy społecznej. Był prezesem Związku Emigrantów Polskich Optantów w Berlinie, czasowo przewodniczył także Towarzystwu Gimnastyczno-Sportowemu "Sokół" z siedzibą w Charlottenburgu. Piastował również różne funkcje w powstałym w 1927 roku "Domu Polskim" przy Dresdener Strasse 52. W polskim środowisku w Berlinie cieszył się dużym szacunkiem.

obrazek
Franciszek Łakomy wraz ze swoimi współpracowanikami podczas

niedzielnego pobytu w Grünau

"Mój ojciec całkowicie poświęcił się pracy społecznej i był całą duszą społecznikiem. Zaskarbił sobie serca swych współpracowników, jak nazywał członków organizacji którym przewodził, zdolnością przewidywania zdarzeń politycznych. Służył poradą prawną, jak i pomocą w załatwianiu prostych spraw urzędowych. Z zamiłowania był zielarzem. W swoim gabinecie udzielał cennych rad i wskazówek z ziołolecznictwa. Przychodzono także do niego, aby poplotkować o sprawach politycznych. Dzwonek u drzwi wejściowych nie przestawał dzwonić - jak mawiała matka - jedni przychodzili, drudzy wychodzili. Dom był zawsze pełen gości. Natomiast mama, chcąc zachować bardziej rodzinną prywatność, ukradkiem unieruchamiała tekturą mechanizm dzwonka, który natychmiast milkł. Tylko tato nie potrafił zrozumieć i zaakceptować tej ciszy. Pomimo drobnych utarczek czy żartów panowała w domu atmosfera harmonii, a dzieci na co dzień doświadczały matczynego serca i opiekuńczej ojcowskiej ręki." (Fragment wspomnień córki F. Łakomego, Ireny Wurch)

6 marca 1938 roku Franciszek Łakomy jako delegat brał udział w Kongresie Polaków w Niemczech, który odbywał się w "Theater des Volkes", obecnie Friedrichstadt-Palast. Drugą wojnę światową przeżył w Berlinie, dzieląc z Niemcami najtrudniejsze chwile w historii miasta, naloty alianckie, sowiecki szturm na Berlin, wszechobecny niedostatek żywności i brutalność dnia codziennego.

"W Berlinie na temat wojny nie dywagowano. Oczekiwano tylko jej wybuchu. W pierwszych dniach września wprowadzono zakaz działalności polskich organizacji i konfiskatę ich majątku. Aktywnie udzielający się Polacy zapełnili więzienia i obozy koncentracyjne. Z Franciszkiem Łakomym los obszedł się dość łaskawie. Był kilkakrotnie przesłuchiwany przez policję, a następnie wtrącony do aresztu. Przebywając w więzieniu jak grom z jasnego nieba spadła na niego wiadomość, że jego ukochana córka wychodzi za mąż za przystojnego Niemca, Bertolda. Był tym tak załamany, że resztę życia chciał spędzić w więzieniu. Jednakowoż życie napisało dla niego inny scenariusz. Dzięki koneksji wysoko postawionej urzędniczej rodziny Bertolda, dziadek wyszedł na wolność. Miał już wtedy ponad siedemdziesiąt lat. Z biegiem czasu doczekał się dwóch dorodnych wnucząt i oswoił się z nowo zaistniałą sytuacją rodzinną. Jego namiętnością, a właściwie obowiązkiem, stały się spacery z babcią po mieście. Często chodzili w miejsca, gdzie pracowali robotnicy przymusowi i ukradkiem przed strażnikami rozdawali więźniom chleb. W 1944 roku z powodu brytyjskich nalotów bombowych rodzina została ewakuowana do małej miejscowości w Brandenburgii, gdzie doświadczyła brutalnego spotkania z czerwonoarmistami."(Fragment wspomnień wnuczki F. Łakomego, Wandy Dolgowski)

Po zakończeniu wojny Franciszek Łakomy wraz córką wyruszył na poszukiwanie zaginionego na froncie wschodnim zięcia. Szlak ich tułaczki prowadził poprzez Szczecin, Wągrowo, Poznań, Sopot, by ponownie zjawić się w Szczecinie pod koniec 1945 roku, gdzie mieszkali przed wojną rodzice zaginionego Bertolda. Nie zastano ich w mieście. Rodzina postanowiła jednak tu w spokoju czekać na dalszy bieg wypadków. W latach 1946-1950 ze stolicy Niemiec podążyło jego śladem około 150 polskich rodzin.

"Nieraz spotykałam się z krzywdzącymi opiniami, że Franciszek Łakomy opuścił Berlin ze względów nazwijmy to ekonomiczno - egzystencjalnych. W tym czasie mój dziadek był już mocno schorowanym i zmęczonym wojną starszym panem, uzależnionym od opieki mojej mamy, która za nie wracającym z wojny mężem Bertoldem objechała pół świata, ciągnąc za sobą czwórkę dzieci, jak to mimochodem od siebie dodawała (dwoje własnych plus rodziców).

obrazek
Dokument wydany przez P. Ledolorza

i dr. B. Openkowskiego stwierdzający przynależność

do narodu polskiego

Właśnie z tego okresu mamy w domowym archiwum kilka zaświadczeń potwierdzających naszą polskość. W oczekiwaniu na mojego ojca pozostaliśmy czasowo w Szczecinie, jednak informacje z Berlina dochodziły do nas na bieżąco. Codziennie kursowały pociągi łączące te dwa miasta, którymi młodzi berlińczycy (Polacy) przyjeżdżali do Szczecina na handel, ponieważ żywność można było tu kupić na targowiskach legalnie i bez limitu. Odwiedzali nas także znajomi, dlatego wiedzieliśmy, iż Berlin legł w gruzach, co się stało z naszym domem i o wszechobecnym głodzie w mieście. Później osiedlił się w sąsiedztwie Ślązak, Paweł Ledwolorz, którego dziadek darzył wielką sympatią. Po latach zdaliśmy sobie sprawę, że nasz wyjazd do Szczecina nie był szczęśliwą decyzją. Restrykcyjna polityka repolonizacyjna zaczęła coraz bardziej dawać się we znaki takim rodzinom jak nasza." (Fragment wspomnień wnuczki F. Łakomego, Wandy Dolgowski)

"Zawsze miałem w sobie wyobrażenie, że pradziadek był bardzo ważną osobistością przedwojennego Berlina w polskim środowisku. Jednakże zostałem zmuszony zweryfikować jego wizerunek, kiedy to przeglądając wszystkie ważne pozycje książkowe poświęcone Polakom w Berlinie natrafiłem tylko na jeden krótki, lakonicznie brzmiący fragment jemu poświęcony" . (Fragment wspomnień prawnuka F. Łakomego, Krzysztofa Dolgowskiego).

Wytyczenie granic państwa polskiego zastało Franciszka Łakomego w Szczecinie zamykając mu tym samym drogę powrotną do Berlina. W mieście Gryfa, w spokoju, u boku żony i córki dożył osiemdziesięciu lat. Zmarł 19 listopada 1950 roku. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie. W Berlinie żyją do dziś jego potomkowie.

Marek Lischka

Powrót