Wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej w Berlinie

(część pierwsza)

Od sześciuset lat słynący łaskami Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który swoją mocą ściąga corocznie sześć milionów pielgrzymów na Jasną Górę, stał się świadectwem wiary narodu polskiego. Kopia ikony "Cudotwórczyni" towarzyszyła również Polakom na przestrzeni ostatnich wieków w emigracyjnej wędrówce za chlebem, docierając wraz z nimi do Berlina. Równocześnie z pojawieniem się nad Szprewą coraz większej liczby polskich rzemieślników, robotników, pracowników sezonowych powiększających szeregi taniej siły roboczej, narodziła się konieczność niesienia pomocy rodakom zagubionym na berlińskim bruku. W ewangelickiej stolicy Wielkich Prus, 24 września 1865 roku, z inicjatywy Karola Loeckella powstało "Polskie Towarzystwo pod opieką Matki Boskiej Częstochowskiej i Patrona Polski św. Stanisława". Pod aktem założycielskim widnieją nazwiska współorganizatorów: Bederski, Degórski, Skibiński, Jasieński. Po kilkuletnich zawirowaniach w działalności i następnie jej zawieszeniu, w styczniu 1870 roku K. Loeckell wraz Maksymilianem Zienkiewiczem reaktywowali towarzystwo pod nową nazwą -"Towarzystwo Polsko-Katolickie pod opieką Matki Boskiej Częstochowskiej i Patronów Polski - św. Wojciecha i Stanisława". Zajmowało się ono przede wszystkim organizacją i obroną życia społecznego Polaków w stolicy Prus. Pod jego płaszczem ochronnym powstawały liczne organizacje cechowe, zawodowe, religijne, młodzieżowe, oświatowe i kulturalne. To najpopularniejsze i najliczniejsze polskie towarzystwo znalazło swoją siedzibą w Niemieckim Domu Katolickim w Berlinie-Mitte, przy Niederwallstrasse 11.

Od 1870 roku odbywały się coroczne procesje do kościoła St. Marien am Behnitz, znajdującego się ówcześnie poza granicami Berlina, w Spandau. Na czele pochodu niesiono, jak donosiła poznańska prasa, sztandar berlińskiego Towarzystwa Polsko-Katolickiego. Na jednej stronie na niebieskim tle widoczna była pięknie wyhaftowana postać Matki Boskiej Częstochowskiej, zaś na przeciwnej stronie znajdowały się wizerunki św. Wojciecha i św. Stanisława. Chorągiew na co dzień była przechowywana w katedrze pod wezwaniem św. Jadwigi. Podczas niedzielnych mszy świętych w jej pobliżu zasiadał Władysław Berkan wraz z synem. Autor "Życiorysu Własnego" tak opisuje to miejsce: "Po lewej stronie kościoła, w zagłębieniu pod oknem, stoi kilka ławek, z których ostatnia jest na dwie osoby i aby się do niej dostać, trzeba wprzód wdrapać się na murek. Przy niej jest przyczepiona polska chorągiew Towarzystwa Polsko-katolickiego z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej i śś. Wojciecha i Stanisława. Przed tą ławką jest dłuższa, wtedy dla ambasady hiszpańskiej przeznaczona, z napisem na tabliczce "Spanische Botschaft". Do tej krótkiej ławki siadałem przez wiele lat i to tak się utarło, że nikt mi w tem nie przeszkadzał. Później zabierałem do niej mojego syna. Raz zdobył się chłopiec na dowcip i to, żeby na ławce przyczepić tabliczkę z napisem "Polnische Botschaft", tembardziej, że polska chorągiew jest przy niej. Jakby wyprorokował.!1

Jednakże kilka lat później, po plebiscytach na śląsku, nie dopuszczano już sztandaru do uczestnictwa w procesjach podczas świąt religijnych. Z biegiem czasu usunięto go ze świątyni, ponoć po protestach niemieckich studentów. We wrześniu 1939 roku, wraz z wybuchem drugiej wojny światowej, członkowie tego związku zostali przez Gestapo aresztowani, zaś chorągiew na rozkaz władz hitlerowskich, została zniszczona w płomieniach.

obrazek
Figurka św. Stanisława Kostki

z kościoła świętego Piusa V

W1877 roku za sprawą dr med. Seweryna Robińskiego, wydawcy "Notatnika Berlińskiego", powstała pierwsza polska kobieca organizacja w Berlinie "Towarzystwo Polek pod opieką Matki Boskiej Częstochowskiej", która również znalazła swoją siedzibę przy Niederwallstrasse 11. Stąd też pochodziła ich potoczna nazwa "Polki z Niederwalki". Organizacja w gruncie rzeczy zajmowała się pielęgnacją polskiej tradycji w rodzinie, a także służyła radą i pomocą dziewczętom i kobietom m.in. przygotowując je do zawodu. We wrześniu 1939 roku jej członkinie, podobnie jak wiele tysięcy Polaków, zapełniły cele więzienne i obozy koncentracyjne, a przepiękny sztandar z "Czarną Madonną z Jasnej Góry na seledynowym tle" został również spalony przez narodowych socjalistów. Na przełomie XIX i XX wieku, przy wydatnej pomocy finansowej Polaków, powstają na terenie Berlina i okolicy kościoły katolickie. Duchowieństwo niemieckie ze wszech miar zachęcało Polaków do składania ofiar pieniężnych na ten cel, obiecując im w zamian msze św. odprawiane po polsku, a także zgodę na powstawanie ołtarzy poświęconych Matce Boskiej Częstochowskiej i św. Stanisławowi Kostce. Niestety, historia pokazała, że większość niemieckich księży nie dotrzymało słowa. W związku z nawarstwiającymi się problemami w tych kwestiach w 1903 roku powstały 24 rady parafialne. Badając lokalizację tych rad można się zorientować, gdzie ówcześnie zamieszkiwali Polacy. Dziś trudno stwierdzić, czy polskie ołtarze istniały we wszystkich kościołach, do których uczęszczali nasi rodacy. Jednakże z zachowanych źródeł historycznych dowiadujemy się, że Komitet Polskich Stowarzyszeń na zebraniu 14 marca 1894 roku poparł dobrowolne zbieranie składek na budowę ołtarza św. Stanisława w kościele St. Pius V, obiegowo nazywanego "Polskim Kościołem" przy Palisadenstrasse 72, w dzielnicy Friedrichshain. Ołtarz św. Stanisława Kostki, poświęcony rok później, przetrwał dwie zawieruchy wojenne. Wszelki ślad po nim zaginął w 1964 roku, kiedy to przystąpiono do renowacji świątyni i usuwania zniszczeń wojennych.

Innym wydarzeniem odnotowanym przez kronikarzy sprzed ponad stu lat, które wstrząsnęło Polakami w Berlinie, była nagła śmierć ks. Franciszka Pieczyńskiego w kościele St. Josef w Weissensee. Na początku listopada 1896 roku, w czasie celebrowania uroczystej mszy świętej, podczas której poświęcono chorągiew Towarzystwa Polsko-Katolickiego pod opieką św. Stanisława, kapłan doznał zawału serca.

Około roku 1900 polscy robotnicy pracujący przy budowie kanału Teltow z zebranych składek ufundowali w kościele Herz Jesu w Tempelhof pierwszy wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej w Berlinie. O ich pracy w ciężkich warunkach, notorycznym biciu, marnej zapłacie i niedostatku niejednokrotnie donosił socjalistyczny "Vorwärts". To właśnie oni i ich rodziny stali się pierwszymi świadkami niecodziennej historii. Mianowicie, w lipcu 1908 roku zauważono na obrazie zmienioną twarz Matki Boskiej. Miało to miejsce w burzliwym okresie gwałtownych inwigilacji polskich środowisk przez tajną policję, m.in. wprowadzono w tym czasie tzw. "ustawę kagańcową" zabraniającą używanie języka polskiego w wystąpieniach publicznych. Policja podczas rewizji na terenie parafii rozkazała usunąć obraz Matki Boskiej, zażądano również spisu organizacji polskich działających przy kościele oraz podważono sens prowadzenia mszy św. w języku polskim, itd. Wówczas to ksiądz proboszcz, Innocenz von Strombeck, nakazał zamalować charakterystyczną bliznę na twarzy Matki Boskiej, przez co nie tylko wprowadził w zdumienie i zasiał niepokój wśród polskich wiernych, lecz przede wszystkim ocalił obraz. Ks. von Strombeck kategorycznie sprzeciwił się zakazowi mszy św. odprawianej po polsku i mocno stanął w obronie Polaków w tej nierównej walce z władzą świecką, przez co pozyskał serca wszystkich Polaków nad Szprewą i Hawelą. Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z dwoma rozpoznawalnymi znakami na prawym policzku znajduje się do dziś w tylnej części kościoła Herz Jesu po lewej stronie.

obrazek
Wizerunek Matki Boskiej z kościoła Herz Jesu

Wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej także był wykorzystywany do celów polityczno-propagandowych. Na początku pierwszej wojny światowej polityk partii "Centrum", a wówczas szef Biura Propagandy Zagranicznej, Matthias Erzberger, wydawał w dużych nakładach ulotki i broszury po polsku, zawierające błędy gramatyczne i ortograficzne. Publikacje miały na celu wzbudzać sympatię dla polityki Niemiec jako jedynie słusznej, z drugiej zaś strony ostro potępiały i przedstawiały barbarzyństwo Rosjan wobec narodu polskiego. Na stronie głównej starannie wydanej pozycji przez Reichsdruckerei w Berlinie przyciągała wzrok potencjalnego czytelnika wyrazista postać Czarnej Madonny z Jasnej Góry.

Jeszcze do czasów drugiej wojny światowej, w kościele St. Paulus przy Oldenburger Strasse 46, miejscem szczególnie adorowanym i czczonym, tonącym w potoku kwiatów był obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, przy którym, jak każdego roku, odprawiano w maju litanię loretańską w języku polskim. Fundatorem tego obrazu był Mikołaj Kaczmarek, prezes Towarzystwa świętego Kazimierza oraz prezes Komitetu Parafialnego. Obrońca dzieci pierwszokomunijnych podczas zdarzenia nazywanego "Tragedią Moabicką" z 15 marca 1914 roku. W wyniku prowokacji dominikanów niemieckich nie dopuszczono polskich dzieci do Pierwszej Komunii świętej, którą miały przyjąć podczas ceremonii w języku polskim, na co dominikanie się nie zgadzali. Do kościoła sprowadzono policję, która siłą usunęła dzieci wraz z ich rodzicami i zaproszonymi gośćmi. W wyniku tego niezwykłego skandalu, sprzecznego z uniwersalizmem Kościoła Katolickiego, środowiska patriotyczne zorganizowały dla tych dzieci uroczystość pierwszokomunijną w Poznaniu.

Późniejsza historia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z kościoła dominikanów na Moabicie nie jest znana.

obrazek
Ołtarz Maki Boskiej z kościoła St. Marien Liebfrauen

Kościół St.Marien Liebfrauen na Kreuzbergu znany był z licznej polskiej społeczności, która niejednokrotnie w walce o prawa do swobodnych praktyk religijnych w języku ojczystym, prowadziła protesty na terenie parafii. Jednym z nielicznych śladów, który pozostał po ich działalności, jest zachowany do dziś obraz Matki Boskiej Częstochowskiej znajdujący się w tym kościele, w małej kaplicy po prawej stronie. Wykonany jest na desce, która stanowi główny element konstrukcji (około 250 cm wysokości) wraz ze stabilną, drewnianą podstawą stylistycznie nawiązującą do ołtarza trydenckiego. Nad wizerunkiem Częstochowskiej Cudotwórczyni znajduje się w kółeczku wygrawerowana złota litera M, poniżej ikony jest czytelny napis po polsku "POD TWOJĄ OBRONĘ UCIEKAMY SIĘ", natomiast pod nim "MATKO BOSKA CZĘSTOCHOWSKA MÓDL SIĘ ZA NAMI". Po bokach umieszczono liczne zdobienia w złotym kolorze.

Natomiast w księdze parafialnej znajduje się lakoniczna informacja, że ufundowany przez polskich parafian ołtarz Czarnej Madonny z Częstochowy, otrzymał ks. proboszcz Philipp Jeder (1897-1909 ) w podziękowaniu za jego starania w uzyskaniu zezwolenia od władz kościelnych na odprawianie w kościele St. Marien Liebfrauen mszy św. i udzielania sakramentów w języku polskim. Fragmentaryczny opis wydarzeń historycznych omawianych powyżej nie wyczerpuje w pełni tematu. świadkowie tych nieodległych przecież zdarzeń już odeszli, nie pozostawiając przyszłym generacjom pełnego przekazu. Brak rzetelnych źródeł również przyczynia się do tego, że nie jesteśmy w stanie poszerzyć naszych horyzontów pamięci o bogatej działalności Polaków w Berlinie przed wybuchem drugiej wojny światowej.

Pamięć o miejscach naszego dziedzictwa na obczyźnie, o symbolach czy wydarzeniach i ludziach z nimi związanych zbyt szybko ulega zatraceniu. Przede wszystkim ze względu na wszechobecną ingerencję polityki w historię, która chce ją kreować na swój sposób, nie bacząc często na obowiązek obiektywnego przedstawiania przeszłych zdarzeń.

Wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej w Berlinie

(część druga)

Początek lat osiemdziesiątych minionego stulecia obfitował w Polsce w gorące wydarzenia polityczne. Fala strajków, która przeszła przez kraj, doprowadziła do utworzenia NSZZ "Solidarność". Jego dążenia wolnościowe zostały z kretesem przekreślone poprzez wprowadzenie stanu wojennego, nawiasem mówiąc niezgodnego z konstytucją PRL, na polecenie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego kierowanej przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Wynikiem tych wydarzeń była coraz liczniejsza emigracja polityczna i ekonomiczna na Zachodzie Europy. W 1982 roku ordynariusz archidiecezji berlińskiej ks. biskup Joachim Meisner, specjalnym dekretem, powołał do życia Polski Ośrodek Katolicki w Berlinie (od 1997 roku Polska Misja Katolicka). Pierwszym proboszczem został ks. Jan Laśkiewicz SDB. "Polski kościół" na początku swojej działalności często zmieniał siedzibę. Od stycznia 1984 roku msze święte w języku polskim odbywały się w kościele Maria Regina na Residenzstrasse 90. To właśnie tam powstała myśl ufundowania na kościelny ołtarz obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Z inicjatywy Krzysztofa Jagielskiego zawiązała się grupa byłych działaczy "Solidarności" i ich sympatyków, która szybko doprowadziła do realizacji tego zamierzenia. Mieczysław Zygmoniak podjął się namalowania kopii obrazu Czarnej Madonny z Jasnej Góry. Na wykonanym obrazie, w jego prawym górnym rogu umiejscowił znak "Solidarności Walczącej", który nawiązywał historycznie, do znaku Polski Walczącej, jako symbol kontynuacji narodowej walki o niepodległość ojczyzny. Z tyłu obrazu widnieje zaś napis "O Matko, skrusz ten miecz co siecze kraj, do wolnej Polski nam powrócić daj", a poniżej są nazwiska fundatorów: Magdalena i Krzysztof Jagielski, Barbara i Kazimierz Michalczyk, Jolanta Wiese, Izabela i Mieczysław Zygmoniak. Na samym dole zapisano rok powstania kopii obrazu - 1984. Jednym z bohaterów tamtych czasów jest Krzysztof Jagielski, dziś emeryt zamieszkały w okolicach Karlsruhe, który tak wspomina tamten okres:

obrazek
Kopia obrazu wg M.Zygmoniaka

"Od 1831 roku jest już naszą narodową tradycją, że polskie emigracje za granicą są porozbijane i nic nie warte. Ten obraz został poświęcony w intencji zgody między emigrantami i powrotu do wolnej Polski. Mieczysław Zygmoniak bardzo rzetelnie przygotował się do pracy, zaopatrując się m.in. w fachową literaturę. Dzieło jego życia, jak sam to podkreślał, powstało na desce ze sklejonych dekstryną listewek lipowych, w celu zabezpieczenia malowidła przed odkształceniem lub pęknięciami. Oryginalność recepty cechowała się tym, że jako podkładu użył dużej ilości jaj. Całość została zamknięta w ramie bukowej zamówionej specjalnie w zakładzie stolarskim. Obraz był bardzo ciężki. Byliśmy dumni z niego, lecz nie wszyscy. Gdy w całej krasie z symbolem "Solidarności Walczącej" zaprezentowaliśmy go księdzu proboszczowi, to ten przestraszył się, nie chciał nawet później o nim słyszeć. To cud, że obraz został poświęcony i znalazł miejsce na bocznej ścianie w kościele na Reinickendorfie.
obrazek
Strona druga kopii obrazu

autorstwa M.Zygmoniaka

Prawdopodobnie poskutkowała moja interwencja u bp. Szczepana Wesołego, ówczesnego delegata ds. duszpasterstwa na emigracji.Pisałem również w tej sprawie do papieża Jana Pawła II. Po przeprowadzce do kościoła St. Johannes Capistran przy Götzstrasse 65 w Tempelhof, obraz najpierw wisiał na korytarzu, a później w zakrystii, powiedzmy sobie szczerze wieszano go w mało ważnych miejscach kościelnych, by znaczek Solidarności Walczącej nie kół w oczy! Po kolejnej zmianie adresu PMK na Lilienthalstrasse 5, wszelki ślad po nim zaginął. Koszty namalowania obrazu, jak na tamte czasy, były bardzo duże. Byliśmy wówczas wszyscy na zasiłku socjalnym. Chciałbym podkreślić, że ten wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, to własność emigracyjnej Solidarności, który w kościele wisiał w depozycie. Miałem na to upoważnienie od ludzi, którzy mi zaufali, dlatego kilka razy upominałem się o ten obraz u Salezjanów, jednakże bezskutecznie, a za ostatnim razem doszło nawet do głośnej wymiany zdań. Decyzje bp. Wesołego, rozmowy z proboszczami, upoważnienia itp. nie były pisemnie potwierdzane, bo i po co? Nie była to sprawa kryminalna, złodziejska itp, a jeno moralne i patriotyczne działanie kilku emigrantów, którzy nie wyobrażali sobie, że w ostateczności ten obraz może pójść w zapomnienie. Gdyby kiedykolwiek się odnalazł, prosiłbym o pomoc o przeniesienie obrazu do Polski, do kościoła zakonnego lub w małej wiosce. Natomiast nie wyobrażam sobie, żeby wylądował on w jakimś salezjańskim "abstelraumie"!!!!"
!2

Ksiądz proboszcz Laśkiewicz nie wyraził zgody na zawieszenie obrazu na głównym ołtarzu. Równocześnie z tą decyzją, wiosną 1984 roku zamówił kopię ikony u ks. profesora Wincentego Kiliana SDB z Lutomierska, znanego mozaicysty i witrażysty. Wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, który wyszedł z pod jego pędzla nie należy do zbyt udanych, wielu wiernych było nim rozczarowanych. Twarz Madonny jest zbyt wysmukła i nieco zniekształcona, przez co obraz nie oddaje w pełni piękna oryginału. Powodem tego mógł być pośpiech podczas malowania dzieła lub też brak doświadczenia w malowaniu sakralnych portretów. Niezależnie jednak od dyskusyjnej artystycznej wartości wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, 26 sierpnia 1984 roku w kościele pod wezwaniem Maria Regina nastąpiło uroczyste poświęcenie dwóch obrazów Matki Boskiej Częstochowskiej. Kronika salezjańska a.d. 1984 nie zawiera żadnych dodatkowych informacji o tym wydarzeniu, ogranicza się tylko do kilku niepodpisanych zdjęć. Replika autorstwa artysty, księdza prof. Wincentego Kiliana została zawieszona na ołtarzu głównym w kościele w Reinickendorfie, a podczas kolejnych przeprowadzek PMK w Berlinie zawsze znajdowała godne miejsce w świątyniach. Towarzyszy już wiernym prawie 30 lat i jest przez nich otoczona szczególnym kultem. Podczas każdej mszy świętej w St. Johannes Basilika na Kreuzbergu, w blasku palących się świec, jest adorowana żarliwą modlitwą i wielką pobożnością. Jest także rozpoznawalnym symbolem polskiego katolicyzmu wśród naszych niemieckich braci w wierze, z którymi PMK współgospodarzy w tej świątyni. Natomiast obraz autorstwa Mieczysława Zygmoniaka, na bogato rzeźbionym na styl góralski feretronie był jeszcze kilka lat temu noszony podczas czwartkowej, centralnej procesji Bożego Ciała w centrum Berlina, a także w niedzielę na parafialnej procesji w dzielnicy Kreuzberg. Dziś przechowywany jest na terenie Polskiej Misji Katolickiej.

Kilka miesięcy później na zaproszenie ks. arcybiskupa Joachima Meisnera do Berlina Wschodniego przybył Prymas Polski ks. kardynał Józef Glemp. 23 października odwiedził on Polaków zamieszkałych w stolicy NRD, odprawiając uroczystą mszę świętą w kościele St. Marien w Karlshorst, podczas której poświęcił obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Wyjatkowości temu zdarzeniu dodaje fakt, że nadając uroczystości kościelnej status podwyższonego ryzyka społecznego zagrażającego bezpieczeństwu państwa, enerdowskie służby specjalne szczelnie obstawiły drogę łączącą stację S-Bahn Karlshorst z kościołem. Innych dodatkowych informacji o wizerunku w źródłach pisanych nie znaleziono. Natomiast, co do obrazu, to po trzydziestoletnim pobycie w kościelnej kaplicy wymaga on podjęcia zabiegów konserwatorskich. Widoczne są na nim poziomo biegnące rysy. Prawdopodobnie są one efektem pęknięcia warstwy malarskiej.

obrazek
Wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej

autorstwa ks. W. Kiliana SDB

Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX-stulecia przyniósł ogromne zmiany polityczno-ustrojowe w Europie Wschodniej. W Berlinie pojawiła się nowa polska fala migracyjna tzw. Przesiedleńców, licząca według niektórych źródeł około 80 tysięcy ludności, pochodzących przeważnie z Górnego śląska, Pomorza i Warmii.

Po wielu staraniach i interwencjach ks. biskupa Szczepana Wesołego, a także dzięki przychylnej postawie duchowieństwa niemieckiego, Polska Misja Katolicka rozpoczęła rozszerzać swoją działalność i odprawiała już msze św. w czterech kościołach na terenie zjednoczonego Berlina (St. Johannes Capistran - Tempelhof, St. Joseph - Wedding, St. Marien - Karlhorst, St. Marien - Spandau).

obrazek
Kopia obrazu z kościoła St. Marien w Karlhorst

Kościół St. Marien, Hilfe der Christen w Spandau od samego początku odprawiania nabożeństw w języku polskim (1 stycznia 1990 roku) związany był z osobą księdza Ignacego Chodźko SDB. To właśnie przez jego starania Polacy znaleźli tu gościnny kąt, a właściwie miejsce kultu religijnego. Niebawem z jego inicjatywy powstał chór Auxilium, który na przestrzeni ponad dwudziestoletniej działalności, wypracował nie tylko piękne brzmienie, lecz również szeroki repertuar o wysokich walorach artystycznych, przez co stał się artystyczną wizytówką "polskiego Berlina". Z chórem występowali i nadal występują także znani artyści sceny berlińskiej, jak np.: Agnieszka Siewiec, Jolanta Pijanowska-Hexamer, Joanna i Piotr Wawrowski, Johannes Kirch, Tomasz Milewski, Tomasz Rakocz, Małgorzata i Marek Picz, Mirosław Kosecki. Przez dwa lata dyrygentem chóru był Karol Borsuk, doskonały kapelmistrz i znany polski kompozytor w Niemczech. Obok Karola Borsuka dyrygentami byli również Leszek Korycki, Andrzej Mielewczyk i obecnie jest nim Agnieszka Wiśniowska - Kirch.

W kościele poświęconym Matce Bożej Wspomożenie Wiernych (St. Marien, Hilfe der Christen) w Spandau, czyli patronce zgromadzenia salezjańskiego, którą właśnie św. Jan Bosko wybrał na orędowniczkę rodzaju ludzkiego, mocnym postanowieniem ks. Ignacego Chodźki stało się zawieszenie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, patronki emigracji. W swój zamiar wtajemniczył nie tylko współbraci Salezjanów, lecz również członków rady parafialnej. W prowadzonych na ten temat rozmowach przewijała się jednak obawa, jak niemieccy bracia zareagują na ten pomysł? Czy w kościele znajdzie się miejsce dla polskiej ikony? Zastanawiano się również nad tym, skąd nabyć obraz wiernie oddający oblicze Matki Boskiej. Powszechnie zgadzano się z obiegową opinią, że poprzednie kopie nie należały do szczególnie udanych. Wszelkie wątpliwości zostały jednak rozwiane podczas spotkań na ten temat z proboszczem niemieckiej parafii Ulrichem Weidlem oraz z przewodniczącym rady parafialnej Johannesem Kurkiem, którzy nie tylko wyrazili zgodę na zawieszenie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w niemieckim kościele, ale także prosili ks. Chodźko o sugestie w sprawie konkretnego umiejscowienia wizerunku. Pan mgr Henryk Żurek, który w tym czasie był członkiem rady parafialnej oraz prezesem Chóru Auxilium, a także pełnomocnikiem Polskiej Misji Parafialnej w kontaktach z niemiecką parafią, współtworzył to dzieło organizacyjnie, tak opisuje ówczesne wydarzenia:

obrazek
Chór Auxilium w Kamieniu Śl.

"...Jak już wcześniej wspomniano, ks. Ignacy Chodźko był inicjatorem zawieszenia w niemieckim kościele obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Kościół ten był pod wezwaniem Matki Bożej Wspomożenia Wiernych - Auxilium Christianorum (St. Marien, Hilfe der Christen), wezwania ks. Jana Bosko powierzającego świat Matce Boskiej, patrona i założyciela zakonu salezjańskiego, który to zakon dziwnym zrządzeniem boskim stał się opiekunem polskiej emigracji w Berlinie. Proboszczem niemieckiego kościoła był w tym czasie ks. Ulrich Weidel, życzliwy i otwarty dla różnych grup katolickiej społeczności, w tym również dla "katolików modlących się po polsku"(oni nie mówili nigdy, że to dla Polaków, tylko dla wiernych modlących się po polsku, bo przecież byli świadomi, że większość tych przybyszów z Polski przyjechała tutaj deklarując się jako historyczni Niemcy, oprócz tych być może 10% uciekinierów na polskich paszportach). To on, jako jeden z dwóch proboszczów (na kilku, do których zwracał się z prośbą ks. Chodźko) wyraził zgodę na mszę św. po polsku w "jego" kościele. Drugim był nieżyjący już ks. proboszcz Bernhard van Nahmen z St. Joseph na Weddingu, gdzie do dzisiaj są odprawiane nabożeństwa po polsku. Po konsultacji z niemiecką radą parafialną ks. prob. Weidel wyraził także zgodę na zawieszenie w kościele obrazu z Jasnogórską Panią.

obrazek
Chór Auxilium podczas mszy św. w katedrze berlińskiej

Warto zaznaczyć, że kościół St. Marien, Hilfe der Christen, jest do dzisiaj świątynią, gdzie odprawia się nabożeństwa po polsku, a patronka kościoła i gościnność Niemców stała się myślą przewodnią utworzenia w tym miejscu polskiego chóru, jedynego w Berlinie, który z inspiracji księdza Chodźko przyjął nazwę Auxilium, czyli po łacinie Wspomożenia Wiernych, a po niemiecku Maria, Hilfe der Christen. Niemieccy wierni użyczyli nie tylko swojego kościoła braciom modlącym się po polsku, ale także ugościli salkami Domu Parafialnego powstające spontanicznie polskie grupy organizujące się wokół tego życzliwego, niemieckiego kościoła (na próby chóru, lekcje religii, polskie spotkania towarzyskie, polska biblioteka, itd.). 6 października 1944 roku na skutek angielskich nalotów cały kościół legł w gruzach (niczym kościoły warszawskie) i nadawał się tylko do rozbiórki. Jednak wola pozostałych przy życiu katolików, głównie za przyczyną tzw. wdów wojennych, pozwoliła ich ofiarną pracą odbudować kościół i przywrócić im przedwojenną wspaniałość. Zreorganizowany w myśl posoborowych zaleceń kościół St. Marien, Hilfe der Christen stał się świątynią bez bogatego, wcześniejszego wnętrza, z białymi ścianami, bez pięknej, przedwojennej polichromii. Trzy boczne kaplice były już poświęcone: jedna Sercu Jezusowemu w pięknej rzeźbie, druga Matce Bożej oraz trzecia św. Piusowi X. Nie było więc miejsca dla następnych świętych Kościoła i dla obrazu Częstochowskiego. Życzliwi parafianie niemieccy zaproponowali jednak, aby obraz zawiesić w kaplicy św. Piusa X, ponad jego popiersiem. Tak więc Matka Boska Częstochowska, Królowa Korony Polskiej znalazła miejsce nad świętym papieżem, któremu niektórzy przypisują polskie korzenie. Niezależnie od tych polskich dywagacji i nie dających się potwierdzić sugestii niektórych autorów na temat pochodzenia papieża, spotkanie w bocznej nawie kościoła St. Marien na Spandau św. Papieża Piusa X z Matką Boską Częstochowską jest, moim zdaniem, jakimś znakiem.

Wspólnie z księdzem Chodźko mieliśmy różne pomysły w sprawie realizacji reprodukcji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej i zawieszenia go w kościele St. Marien. Ksiądz Ignacy był twardym zwolennikiem drukarskiej reprodukcji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, gdyż - jak mawiał - często namalowane kopie były lichej jakości.

Osobiście sugerowałem księdzu Chodźce, że obraz w niemieckim kościele powinien być wykonany artystycznie na najwyższym poziomie, ale jednak nie jako reprodukcja. Obraz powinien być, jeśli już nie na desce, to przynajmniej na płótnie wykonany farbami olejnymi - tak jak oryginał. Moim zdaniem, wizerunek (stać nas na to!) nie może być tak mizerny jakościowo, jak ten obraz znajdujący się w Polskim Kościele na Tempelhofie. W końcu ksiądz Ignacy Chodźko podzielił moją opinię i przychylił się do zdania, że obraz ma być "prawdziwy", czyli taki jak w Częstochowie. Wiadomo, że w Częstochowie obraz namalowany jest na desce, jednak malując na płótnie, to tak jakby na drewnie.

W naszych rozmyślaniach nad jak najlepszą formą obrazu, ks. Chodźko powiedział mi, że chodzi mu po głowie sprawa powierzenia namalowania obrazu ks. Leszkowi Rucińskiemu SDB. Ksiądz ten od paru lat był wikariuszem PMK w Berlinie i znany jest w środowisku salezjańskim jako uzdolniony artystycznie. Podczas codziennego, zakonnego śniadania ks. Chodźko poruszył ten temat i ks. Ruciński od razu wyraził zgodę na namalowanie wizerunku Częstochowskiej Pani.

Z tego, co pamiętam z przekazywanych mi przez ks. Chodźko informacji, ks. Leszek zabrał się zaraz do pracy. Cechowała go przy tym niezwykła pobożność i chęć zrobienia najpiękniejszego obrazu Najświętszej Panienki. Surowce zamówił najlepsze - olejne farby z Francji, niemieckie złoto na aureolę, płótno i ramę nie pamiętam już skąd...? Wynik przeszedł wszelkie wyobrażenia - obraz był nie tylko wierną kopią, ale przyciągał magnetyzmem promieniującym z wizerunku Najświętszej, Smutnej Panienki.

obrazek
Kopia obrazu autorstwa ks. Leszka Rucińskiego SDB.

18 maja 1996 roku, podczas uroczystej mszy św. o godzinie 12-tej, nastąpiło uroczyste poświęcenie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w St. Marien, Hilfe der Christen w Spandau. Ks. Ulrich Weidel koncelebrował mszę św. wspólnie z ks. Chodźko, kościół pełen polskich i niemieckich wiernych, śpiew Chóru Auxilium. Podczas mszy św. obraz w toni kwiatów znajdował się przy ołtarzu. Po mszy św. nastąpiło poświęcenie obrazu, a następnie przy śpiewie pieśni maryjnych odbyła się uroczysta procesja z obrazem w wykonaniu chóru. Obraz zawieszono w kaplicy nad popiersiem św. Piusa X.

Na cześć tego wydarzenia, a także z okazji zbliżającego się spotkania się z papieżem, Ojcem św. Janem Pawłem II w Berlinie, zorganizowałem wielki koncert muzyki religijnej i poezji z udziałem znanych artystów z Niemiec, Polski, chóru Auxilium w St. Johannes Kapistran na Tempelhofie. W programie znalazły się także utwory papieża Jana Pawła II, którego już za miesiąc mieliśmy witać na berlińskiej ziemi. Zawieszenie obrazu, koncerty, nowenny były wielomiesięcznymi, rekolekcyjnymi przygotowaniami do zbliżającej się wizyty Jana Pawła II, Ojca św. w Berlinie."3

Polska Misja Katolicka przez prawie ćwierćwiecze istnienia nie posiadała własnego sztandaru. W związku ze zbliżającymi się obchodami 25-lecia, państwo Renata i Daniel Kaiserowie, zaproponowali wykonanie chorągwi według własnego projektu, który został zaakceptowany przez radę parafialną.Wykonanie zlecono Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Piekarach śląskich, które w ustalonym terminie przekazało gotowy sztandar PMK w Berlinie.

obrazek
Sztandar PMK w Berlinie

Na głównym płacie sztandaru, na błękitnym tle wyszyty został wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, patronki Misji. Otacza ją napis w języku polskim i niemieckim "Polska Misja Katolicka - Berlin - Polnische Katholische Mission". Zaś pod portretem znajduje się między białymi liliami herbowymi rok 1982 (założenie PMK w Berlinie), a pod nim napis "p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej". Na drugim płacie proporca, na granatowej głębi, wyszyto postać Jezusa Miłosiernego, którą okala napis w języku niemieckim "JESUS, ICH VERTRAUE AUF DICH", a pod spodem napis: JEZU, UFAM TOBIE". Wyhaftowane elementy tej strony sztandaru umieszczono na tle barw narodowych. Napisy wyszyto nicią koloru złotego, zaś brzegi sztandaru obszyto frędzelkami tej samej barwy. Na szczycie drzewca umiejscowiono krzyż, nie ma natomiast na nim ozdobnych gwoździ honorujących osoby aktywnie działające przy jego powstaniu. Całość została sfinalizowana z datków parafian.

Poświęcenia sztandaru dokonał JE ks. Kardynał Józef Glemp, Prymas Polski, 30 września 2007 roku w St. Johannes Basilika. Uroczystą mszę świętą koncelebrowali ks. prałat Stanisław Budyń - rektor polskiej Misji Katolickiej w Niemczech, ks. prałat Marek Zalewski - przedstawiciel Nuncjatury Apostolskiej w Berlinie, ks. proboszcz Tadeusz Niewęgłowski - proboszcz PMK w Berlinie oraz ks. Mirosław Kreczmański - sekretarz osobisty ks. Prymasa.

obrazek
Sztandar PMK w Berlinie

Opiekę nad sztandarem sprawuje ks. proboszcz i rada parafialna PMK w Berlinie, sam sztandar natomiast jest przechowywany w specjalnym pomieszczeniu na terenie Misji. W zasobach PMK w Berlinie znajdują się jeszcze inne kopie ikony Matki Boskiej Częstochowskiej zakupione przez radę parafialną - reprodukcje graficzne na desce pokryte specjalną farbą, która nie tylko nadaje ekspresji barwie, przez co upodabnia je do oryginału, lecz również zabezpiecza przed deszczem,wodą oraz przed przyciąganiem i pochłanianiem kurzu. Obrazy te są noszone na feretronie podczas świąt katolickich w procesjach ulicznych lub wokół kościoła. Wystawiane również były w świątyni w czasie żałoby narodowej od 10 do 18 kwietnia 2010 roku po tragicznie zmarłych przedstawicielach elit politycznych z Prezydentem RP na czele w katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem. Od 150 lat Matka Boska Częstochowska towarzyszy życiu codziennym Polaków w Berlinie, wysłuchując w płomiennych modlitwach ich najskrytszych tajemnic, żali i radości, stając się tym samym jedynym szeroko otwartym oknem na niebo, przez które przychodzi duchowa siła i nadzieja.

Marek Lischka, marzec 2013 r.


1W. Berkan (1924): Życiorys Własny, str. 235
2Fragment rozmowy z p. Krzysztofem Jagielskim, marzec 2013.
3Fragment wspomnień p. Henryka Żurka

Powrót