Zapomniany cmentarz berliński

     Na obrzeżach aglomeracji miejskiej znajduje się stary zapomniany cmentarz. Wśród zwalonych drzew, wysokiej, późno wiosennej trawy, otulonej pajęczyną, odnaleźć można kilka ocalałych nagrobków kamiennych, które znajdują się przeważnie w miejscach trudno dostępnych, o wyboistym podłożu, pośród dziko porastających chaszczy. Odczytujemy na nich kilka swojsko brzmiących nazwisk: Klimasek, Jasiewicz, Wawrzyniak, Majchrzak, Wiśniewski (nazwisko zachowało miękką spółgłoskę "ś" w pisowni), Toblik. Gdzieniegdzie zachowały się fragmenty alejek cmentarnych, rozsypujące się okryte patyną czasu kamienne pomniki, z trudnymi do rozszyfrowania napisami, a między nimi, w zaciszu, wdeptany w ziemię krzyż i wszechobecne gęsto porastające drzewa zasłaniające niebo. W centralnej części cmentarza stoi drewniany krzyż, pokryty tandetnym graffiti do wysokości dorastającego chłopczyny. Całość tworzy niesamowicie ponure wrażenie, rodem z filmów grozy.

Katholischer Friedhof Charlottenburg, Staaken-Berlin. Hamburger Chaussee.
Cmentarz powstał w 1908 roku na peryferiach późniejszego "Wielkiego Berlina". Należał do parafii Herz Jesu w Charlottenburgu. W okresie międzywojennym Kościół ten skupiał ponad trzy tysiące Polaków i był trzecią, co do ilości wiernych "polską parafią" (po St. Pius V i St. Paulus) nad Sprewą. Dochodziło w niej do częstych konfliktów między Polakami a ks. proboszczem Heisingiem, w których kwestią sporną było nie respektowanie praw religijnych Polaków w kościele. Natomiast ZPwN zarzucał niemieckiemu duchownemu użycie szantażu wobec polskich wiernych zmuszając ich do głosowania w wyborach do Reichstagu na partię Centrum. W parafii aktywnie działał polski chór oraz Towarzystwo Polek.

Powracając zaś do cmentarza, to podczas II wojny światowej pochowano tu 430 więźniów obozu pracy różnej narodowości. Po zakończeniu działań wojennych część ciał została ekshumowana i przeniesiona w inne miejsca. Pochówku dokonywano na nim jeszcze do końca lat czterdziestych minionego stulecia. Później cmentarz zaczął ulegać systematycznej dewastacji. W 1961 roku w jego pobliżu stanął mur berliński. Tereny nekropoli były wykorzystywane jako drogi przejazdowe dla pojazdów enerdowskiej straży granicznej. Z biegiem czasu zniknęło ogrodzenie cmentarne, szereg nagrobków oraz kaplica, po której dziś nie ma śladu.
Obecnie w uporządkowanej części cmentarza, we wspólnej mogile spoczywa 170 ofiar terroru nazistowskiego, w tym dwóch Polaków.

Marek Lischka
Powrót